początek

Na początku było Słowo.


było to w liceum. chyba druga albo trzecia klasa. nie pamiętam powodu. nie pamiętam kontekstu. pamiętam noc. pamiętam światło wpadające z drugiego pokoju i zakurzone Pismo Święte, które trzymałem w ręku. a dokładniej mały Nowy Testament w plastikowej niebieskiej okładce.

nie pamiętam dlaczego po niego sięgnąłem. nie pamiętam czy coś się w ten dzień specjalnego wydarzyło. pamiętam fragment, na który trafiłem: 

W owym czasie wyszło rozporządzenie Cezara Augusta , żeby przeprowadzić spis ludności w całym państwie (łk 2.1).

pożółkła strona była już mocno podarta i wygięta. odkąd pamiętam nasze Pismo Święte otwierane było tylko raz w roku, 24 grudnia, właśnie na tej stronie. czytaliśmy ten fragment w atmosferze gotowości, kiedy na wyprasowanym białym obrusie błyszczała świąteczna zastawa, kiedy w kuchni pachniało suszonymi grzybami, a pierogi kończyły się gotować. czytaliśmy go tuż przed podaniem żurku (tak, u nas jemy na wigilię żurek). po przeczytaniu, Słowo Boże wracało na półkę, by cierpliwie czekać kolejne 365 dni na swoje dosłowne „5 minut”.

nie pamiętam pory roku. nie pamiętam pory nocy. pamiętam dech zaparty i przejęcie. czytałem dalej. rozdział, dwa, trzy? nie pamiętam. pamiętam słowa pełne życia i skuteczne. jakieś takie inne niż te wszystkie, które znałem. jakby do mnie i jakby o mnie. wtedy tak bym tego nie opisał. wtedy był urok, zdziwienie i poruszenie.

to tam zaczęło się coś nowego, Słowo się zaczęło. a przynajmniej ten moment wyraźnie pamiętam. na pewno było coś wcześniej – Słowo, które wpadało ukradkiem. później było wiele słów, jak to w życiu. różne treści wpadały do moich uszu.

czasami wpadały dobre rady przyjaciół,
czasami głośny bit imprezy,
czasem dobra książka,
a czasem nieznośna cisza.

innym razem słychać było imponujący wykład na uczelni,
jakiś czas później zdenerwowany klient krzyczał coś do słuchawki.
czasem były oklaski kibiców,
a czasem pogarda od ludzi, na których mi zależało.
czasem niewypowiedziane słowa otuchy z oczu tych, których bym o to nie podejrzewał.

słowa, słowa, Słowa

przez te tysiące słów, przedzierało się również Jego Słowo, potocznie zwane Słowem Bożym. przedzierało się i docierało. na początku, trzeba przyznać, najczęściej odbijało się od muru mojej obojętności, ale od kilku lat udaje Mu się przebijać i działać znacznie częściej.

czasem wpadało tak od niechcenia, w niedzielny wieczór, kiedy siedziałem spokojnie w ostatniej ławce kościoła, odliczając minuty do końca mszy. czasami wpadało prosto ze stron Biblii, kiedy ją trzymałem w ręku. czasami podczas słuchania konferencji, czytania artykułów. za każdym razem zaznaczało, że nie jest zwykłym Słowem.

oczywiście wielu ludzi pomogło mi, podsunęło Słowo, opowiedziało o Nim, zaciekawiło, pokazało, że działa, że ma moc. za to im dziękuję. i dlatego dzielę się Nim dalej. Słowu nie trzeba dużo, nie trzeba Go promować, przekonywać o Nim, nakazywać. trzeba dać mu chwilę czasu i garść wiary.

dobrego czytania i jeszcze lepszego słuchania życzę wszystkim nam.


 

Jedna myśl na temat “początek

  1. Super wpis na początek! Zachęca do czytania kolejnych postów, to chyba kwesti takiej lekkości pisania, nie każdy ją ma. Czekam na kolejne wpisy :)

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s