2kg

_20161115_000350

W oczy rzucał się biały dym. Uciekał z któregoś domu, znad któregoś dachu. Przykuwał uwagę, bo był najbardziej dynamiczną częścią krajobrazu.

Nie było słychać wymijających się z piskiem opon samochodów. Starszy pan wracał na rowerze od sąsiada. Pewnie grali w karty. Dwie partyjki. No, może trzy. Jechał ostrożnie, bez zbędnych przyspieszeń. Nawet uśmiech na twarzy pojawił się w swoim czasie – nic na siłę.

Mroźny wiatr wentylował zdyszane miastem płuca. Normalność. Pachniało drewnem palonym w kominku. Pachniało trawą (ale nie tak jak to bywało latem – tym razem pachniało taką trawą.. zasypiającą już).

Na zegarek zerka się tam rzadko. Codziennie o 12:00 biją dzwony na Anioł Pańśki. Dają znak, że trzeba ziemniaki zacząć obierać na obiad. Zbawienna czynność, najprostsza z możliwych.

Co jakiś czas słychać silnik autobusu. Tym razem przyjechał ten o 16:05. Pewnie przywiózł pierwszą partię ludzi z miasta. W jedynym mięsnym robią się lekkie kolejki. Będzie przynajmniej chwila, żeby wymienić najnowsze plotki.

A ten schab świeży? – Świeży. A pani syn, to będzie się żenił? – Bóg to jeden wie. A Nowakowa, to już trzy dni nie wychodzi z domu. – To ja pół kilo proszę.

Pół kilo normalności. Albo wezmę dwa – tak żeby do kolejnej wizyty poza miastem wystarczyło.

mt 25.21


Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s