Misza

_20170105_201410

Na obiad zjadł dobrze wypieczony podpłomyk, świeże warzywa z pachnącą oliwą i smaczną suszoną rybę. Przed wyjściem do pracy ucałował żonę, dzieci i z serca im pobłogosławił. Nie uczynił znaku krzyża na ich czołach, ponieważ krzyż nie był jeszcze znakiem zbawienia. Był znakiem hańby i narzędziem strachu. Nikt by wtedy nie pomyślał, że już za niedługo stanie się on źródłem błogosławieństwa.

Misza był rybakiem. Pracował – można powiedzieć – „na nocki”. Lubił swoją pracę. Spokojne popołudnia przegadywał z kolegami po fachu. Lubił również mniej spokojne nocne połowy, kiedy zarzucali sieci i w ciszy wyczekiwali oznak sukcesu. Był człowiekiem cierpliwym, co w tej branży jest bardzo pomocne.

Od jakiegoś czasu, w jego okolicy, kręcił się człowiek, który wzbudzał dużą ciekawość. Wyglądał jakby wrócił z dalekiej podróży. Zamiast tuniki ubrany był w skóry z wielbłąda. Niemal w każdej rozmowie mówił te same zagmatwane słowa, że czeka na Kogoś, kto ma przyjść, choć tak naprawdę Ten, który ma przyjść, był tu już wcześniej i wszystko uprzedził. Mówił też, że kiedy już przyjdzie, nic nie będzie tak jak dawniej. Z jego trudnych słów przebijała ogromna mądrość i prawda.

Jednak tego dnia mówił inaczej niż zwykle. Ton jego głosu zmienił się. Zniknęła tęsknota i oczekiwanie, a w ich miejsce pojawiła się głęboka pewność. Uniósł rękę, wskazał na jednego mężczyznę z tłumu i powiedział:

Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata. To jest Ten, o którym powiedziałem: Po mnie przyjdzie Mąż, który mnie przewyższył godnością, gdyż był wcześniej ode mnie.

Cała uwaga przeniosła się na Jeshuę – cieślę z Nazaretu. W Jego spokojnym spojrzeniu, spracowanych rękach i niewinnym wyrazie twarzy nie było nic widowiskowego. Jeshua wyszedł z tłumu trochę jakby wywołany, a trochę tak niechcący. Była natomiast w tym wszystkim urzekająca normalność. Pewnym i niespiesznym krokiem przeszedł obok wskazującego, idąc w swoją stronę. W to zupełnie zwyczajne popołudnie, kolejne osoby wstawały i ruszały za cieślą, który został właśnie nazwany Bożym Barankiem. Mimo, że nie wypowiedział ani słowa, chciało się za Nim pójść, choć chwilę przy Nim pobyć. Tak po prostu.

W sercu Miszy toczyła się gonitwa myśli. Przecież słyszał zawołanie tego dziwnego proroka równie wyraźnie jak inni. Wszystko w nim wstało i chciało pójść. Tylko jego ciało było jakby za ciężkie, zbyt ospałe, przestraszone.

Trzymając w ręku sieci odprowadzał wzrokiem Baranka i garstkę osób, które odważyły się ruszyć. Z każdą godziną od tego wydarzenia Misza smutniał. Noc była bardzo długa i pełna rozterek. Nawet obfity połów nie przyniósł radości. Nie wiedział jeszcze, że Jeshua wróci po niego. Nie wiedział, że zawsze wraca.

j 1.29b-30

fot. croatia


 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s