Time to go

_20170312_111511

Lubię niedziele. To pewnie już wiecie. Nawet taką ponurą jak dziś. Nawet taką, zdawałoby się – przeciętną całkiem. Niedziela, to zawsze rozświetlony nadzieją pusty grób. To zawsze potężna moc życia. Niedziela – to zawsze ten sam, ale wciąż nowy okrzyk: droga do nieba otwarta, nie ma takiej śmierci, z której nie można powstać.

Wystarczy uwierzyć i wyruszyć. Zdobyć się na mały akt zaufania. Nic drobniejszego. Jednocześnie – nic potężniejszego. Wiara (taka wiecie: prosta, szczera, z serca) otwiera niebo, pokazuje nowy horyzont, wyrywa spróchniałe korzenie i zaprasza do czegoś więcej, do nowego.

Ciekawe co robił Abram kiedy usłyszał te znamienne słowa. Może siedział w wygodnym bujanym fotelu (o ile XXXVIII wieków temu były bujane fotele). Większość rzeczy miał pod ręką. Bezpieczeństwo finansowe. Dobrą reputację. Bardzo dobrze rozwiniętą cywilizację. No i jak to w życiu: miał pewnie wielu ludzi, na których mógł liczyć. Z kilkoma innymi trwał w niekończącej się kłótni. Kilku wrogów dawało mu w kość. Mimo wszystko, z perspektywy bujanego fotela, wydawało mu się być w bezpiecznym, ustabilizowanym miejscu.

A Pan Bóg rzekł do Abrama: «Wyjdź z twojej ziemi rodzinnej i z domu twego ojca do kraju, który ci ukażę. Uczynię bowiem z ciebie wielki naród, będę ci błogosławił i twoje imię rozsławię: staniesz się błogosławieństwem (…)».

rdz 12.1-4


Abram udał się w drogę,
jak mu Pan rozkazał,
a z nim poszedł i Lot.
Abram miał siedemdziesiąt pięć lat,
gdy wyszedł z Charanu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s