w ciemno

_20170323_131427

Siedział w ciemności. Nie widział jeszcze dnia. Nie widział dotąd nocy. Kiedy budziły go promyki słońca ogrzewające twarz, przypuszczał, że jest ranek. Wieczorami chłodne podmuchy wiatru zapowiadały noc.

Niezależnie od pogody, wyciągał rękę po pomoc. Tak było odkąd pamięta. Żebranie to nie był zawód ani wybór, to było jego pierwsze imię. Miał słuch bardzo wyczulony. Słyszał plotki i sekrety wyszeptywane po drugiej stronie ulicy. Słyszał, że w okolicy kręci się cudotwórca. Posłaniec od Boga samego. Nie dowierzał. Już wielu takich było i zawiodło.

W gwarze dnia, usłyszał kilku mężczyzn rozmawiających na jego temat. Jeden z nich zapytał: Rabbi, kto zgrzeszył, że się urodził niewidomym – on czy jego rodzice? Drugi odpowiedział: Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale stało się tak, aby się na nim objawiły sprawy Boże. Te słowa go dotknęły choć nie dał po sobie poznać wzruszenia, ani nawet zainteresowania. Sprawy Boże? Na mnie?

Nie chciał dopuszczać tej myśli do siebie, ale nadzieja na przejrzenie mimowolnie rozpalała się w jego sercu. Mężczyźni zbliżyli się do niego tak, że ich cień ochłodził jego rozgrzaną twarz. Po chwili ciszy jeden z nich splunął na ziemię, uczynił błoto ze śliny, nałożył je na oczy niewidomego, i rzekł do niego: Idź, obmyj się w sadzawce. Gest bez uprzedzenia, bez pytania, śmiały.

Mimo potencjalnej niezręczności, sytuacja była święta, delikatna i jakaś taka: zwyczajna. W tonie głosu cudotwórcy była obecna przedziwna oczywistość. Powiedział to tak, jakby wysyłał kogoś po wodę do miasta. Tak. Takie cuda to był dla niego chleb powszedni. Wiedział, że prawdziwy cud miał się dopiero wydarzyć.

Nie potrafię sobie wyobrazić co czuje człowiek, który pierwszy raz w życiu przejrzał. Człowiek, który zobaczył jak wygląda uśmiech; kolor monet, które codziennie brzęczały mu w dłoniach; czy jak lśni ciemny błękit jeziora, o którym już tyle słyszał. Co czuje człowiek, który pierwszy raz zobaczył swoje oblicze i twarze ludzi, którzy od lat pomagali mu przeżyć każdy kolejny dzień. O tym więc nie śmiem pisać.

Po całej serii szokujących rozmów i powszechnego niedowiarstwa temu co się wydarzyło, widomy już żebrak ponownie spotyka Nieznanego uzdrowiciela. Jezus usłyszał, że wyrzucili go precz, i spotkawszy go rzekł do niego: Czy ty wierzysz w Syna Człowieczego? On odpowiedział: A któż to jest, Panie, abym w Niego uwierzył? Rzekł do niego Jezus: Jest Nim Ten, którego widzisz i który mówi do ciebie. On zaś odpowiedział: Wierzę, Panie! i oddał Mu pokłon.

Przejrzenie. Olśnienie. Łuski spadły z oczu serca. Obyło się tym razem bez błota i obmycia wodą. Wystarczyło jedno pytanie. Jedna odpowiedź. By dostrzegł. Zobaczył na własne oczy Pana i Stworzyciela tego świata. Sprawcę uśmiechów i błękitów. Człowieka. Cudotwórcę. Boga. Na początku o Nim słyszał. Później Go tylko widział. Teraz Go dostrzegł.

Jezusa, któremu wystarcza ludzka ślepota, trochę błota i ogrom Jego miłości, żeby uzdrowić to, co w nas od zawsze ciemne.

j 8.12


let there be light

Image result for brother isaiah


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s