Ogień. Wchodzisz w to?

wood explosion fire hot

Przyznam szczerze, że choć kaloryfery w krakowskim klasztorze grzeją już od kilku tygodni, to ten rodzaj chłodu nie opuszcza mnie na krok. Ale zacznijmy od początku, czyli od Słowa.

Wypowiedź Jana Chrzciciela, że przyjdzie mocniejszy od niego, który będzie chrzcił Duchem Świętym i ogniem nabiera powagi kiedy przypominamy sobie pragnienie Jezusa:

Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby już zapłonął.

Mając te słowa przed oczami, coraz mniej dziwi sceneria zesłania Ducha Świętego, który spada z nieba w postaci ognistych języków. Obserwując dalszy bieg wydarzeń, widzimy, że tempo rozprzestrzeniania się wyznawców Chrystusa można porównać do iskry w stogu siana. Z symbolicznego sposobu myślenia wyrywają nas również świadectwa męczenników, którzy rozpaleni miłością oddawali swoje życie za Ukochanego płonąc na stosach.

W kolejnych wiekach ogień zdaje się sukcesywnie gasnąć. Na mapie pozostają pojedyncze bastiony, które płoną tu i ówdzie oświetlając drogę i rozpalając przygasających wiernych. Ogień Ducha, który zapala każdego w chrzcie świętym zostaje często przysypywany kurzem ignorancji i bylejakości. Nigdy jednak nie gaśnie. Płonie w każdym ochrzczonym, ale rzadko daje się poznać. Brakuje mu tlenu.

Mając tą Bożą iskrę na dnie naszego serca namakamy wilgocią i zimnem. Zamiast czujnego wsłuchania się w siebie, zamiast próby poszukiwania źródła ciepła, wpatrujemy się w zimne ekrany przepływających informacji, które delikatnie nas zraszając pozostawiają ostatecznie chłód, a niekiedy i dreszcze. Jak się okazało, zakonne życie nie chroni przed tym rodzajem zimna.

Co zrobić, by zapłonąć? Odpowiedź wydaje się zbyt prosta, ale innej nie znajduję: zbliżyć się do Ognia. Jedną z najjaśniejszych pochodni w dziejach Kościoła był św. Jan od Krzyża. Człowiek, który swoje modlitwy spędzał w płomieniach. Pisał on tak:

Z duszą dzieje się podobnie jak z drzewem, w którym nie można poznać wilgoci; dopiero po włożeniu go do ognia zaczyna parować, dymić i rozpalać się. Tak również zachowuje się dusza na skutek tego płomienia. Dziwna rzecz!
(Żywy Płomień Miłości, strofa I, 22)

Św. Jan pisze dalej, że kiedy zapragniemy w ciszy naszego serca, by być ogarniętym przez Żywy Płomień Miłości możemy spodziewać się co najmniej dwóch objawów. Po pierwsze zaczniemy dymić i skwierczeć. Zaczniemy dostrzegać niebywały poziom wilgoci w sobie. Jest to bolesne, ale oczyszczające. Jednocześnie Ogień ten trawić będzie wyłącznie zło, które w nas jest, a całe dobro rozgrzeje, rozświetli, przemieni w siebie. Doświadczymy żaru miłości, zaczniemy płonąć i przekazywać Go dalej.

Żywy Płomień Miłości.
Wchodzisz w to?


 

Jedna myśl na temat “Ogień. Wchodzisz w to?

  1. Wchodze! Widze, ze PAN, jak Slowem nie moze, to mi komputerem „przyklada”. Szuka i przyciaga do Siebie. Wchodze!!!!!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s