Chrzest

chrzest dorotki 2019-11-18

Najpierw kapłan, a potem rodzice i chrzestni delikatnie rysują na czole mojej siostrzenicy znak krzyża. Leje się woda, namaszczają olejem, wkładają białą szatę. W tym samym czasie – mniej dostrzegalnie, choć równie realnie – można zobaczyć nowe stworzenie, przyobleczenie się w Chrystusa i dar zbawienia.

Chrzest – jak każdy sakrament – jest widzialnym znakiem niewidzialnej łaski. Wymaga więc wiary w Boga, Ojca wszechmogącego, Stworzyciela nieba, ziemi i wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych.

Twarz Dorotki czasem rumieniła się od płaczu, a czasem jaśniała błogim snem. To właśnie zmysł wiary sprawia, że w spokojnie płynącej niedzielnej liturgii można było wypatrywać przebłysków chwały, Światła zwyciężającego mroki grzechu.

Można było cieszyć się z cudu, który sprawił, że ochrzczona już nie tylko nazywa się dzieckiem Bożym, ale rzeczywiście nim jest. I do końca swych dni może śmiało, bez przesady, poufałości czy uzurpacji szeptać do Boga: Tato.


Otrzymaliście ducha przybrania za synów, w którym możemy wołać: «Abba, Ojcze!» Sam Duch wspiera swym świadectwem naszego ducha, że jesteśmy dziećmi Bożymi. Jeżeli zaś jesteśmy dziećmi, to i dziedzicami: dziedzicami Boga, a współdziedzicami Chrystusa.

rz 8.15-17